Muzyka

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział XIV ~ Taniec

Diego

Gdy zebrani zaczęli rozchodzić się do aut z zamiarem udania się na wesele my zrobiliśmy to samo. Jechaliśmy za jednym z samochodów, a Federico przez całą drogę narzekał że jest głodny, nawet Ludmiła nie umiała go uspokoić. Jak na 21- latka wciąż zachowuje się jak dziecko. Jeśli za chwilę się nie przymknie to ja to ja mu w tym pomogę. Na szczęście lub nie szczęście uratowała go Violetta która zatrzymała samochód pod restauracja. Mimo tego że Włoch siedział na środku on jako pierwszy wydostał się z auta i poleciał przed siebie nie czekając na nas. Jak miło ... Chociaż nie dziwię mu się, jego spotkanie z fankami odwołano i musiał jednak wytrzymać bez Ludmiły te parę dni gdy ona była na pokazie w LA. Znając jego, pewnie przez te dni leżał na kanapie z gitarą i pudełkiem po pizzy - cały Federico. Objąłem Violettę w pasie i razem z resztą udaliśmy się w stronę gdzie pobiegł Castillo. Na nasze szczęście nikt nie powiedział facetowi który sprawdzał zaproszenia co Francesca zrobiła na ceremonii więc spokojnie weszła razem z nami.
Zaczęliśmy szukać karteczek z naszymi nazwiskami na talerzach. Okazało się że ja i Violetta byliśmy najbliżej Leona, zapowiada się ciekawie ... Jak dżentelmen odsunąłem Violi krzesło, następnie sam usiadłem obok niej zjeżdżając przy tym wzrokiem Leona. Federico już od dobry 5 minut wcinał smakołyki których z sekundy na sekundę ubywało z obrębu długości jego ręki. Ludmiła usiadła obok niego i śmiała się z niego potajemnie robiąc mu zdjęcia. Maxi i Camila siedzieli na środku stołu pomiędzy osobami których nawet nie kojarzyli, a Fran trafiła na miłą parkę która zamieniła się z nią miejscem dzięki czemu siedziała ona obok Violetty.

Wesele o dziwo mijało całkiem przyjemnie. Klimatyczna muzyka, dobry posiłek, wznoszenie toastu, parę gorących pocałunków aż w końcu przyszedł czas na taniec młodej pary, a gdy ten już dobiegł końca wszyscy zaczęli klaskać i również dołączyli do nich w tym ja i moja ukochana którą od razu zaprosiłem do tańca. Tańczyliśmy tak w rytmie muzyki, patrząc sobie głęboko w oczy i zapominając o Bożym świecie, tak dzieje się zawsze gdy tone w jej pięknych, ciemnych oczach. Oczywiście nic co piękne nie trwa wiecznie ktoś wybił mnie, a raczej nas z transu. Okazało się że był to Leon.
- Odbijany - powiedział z tym swoich uśmieszkiem już chciałem mu coś powiedzieć gdy Viola spojrzała na mnie i bez głośnie powiedział ,,Nie warto'', na znak że zrozumiałem puściłem jej oczko po czym znikła z nim w tłumię. Postanowiłem sprawdzić w tym czasie co dzieje się z naszymi przyjaciółmi: Fede wywijał na parkiecie ze swoja blondynką a w pewnym momencie podniósł ją ! Ja na jej miejscu byłbym się o swoje życie, ale jakby co to chyba każdy zna numer na pogotowie, biedna Lu ... Czasem jak tak o niej myślę nie mogę uwierzyć, co ten czas robi z człowiekiem. Cztery lata temu zwrócił bym się do niej hmmm coś w typie ,,pusta blondynka'' bądź gorzej, a teraz ? Jednak miłość potrafi zmienić człowieka i obrócić jego świat o 180 stopni co w tym przypadku zrobił Federico z dawną Panią Ferro. Fran tańczyła z jakimś facetem ... nie wnikałem, w końcu to wesele, a Maxi'ego i Camilę gdzieś wcięło. Tak sobie stałem i myślałem, popijając wytrawne wino gdy coś mnie olśniło. Gdzie ten idiota zniknął z moją żoną ! Odstawiłem kieliszek na stół i zacząłem przemierzać salę w poszukiwaniu pana młodego który ukradł mi mój skarb.


Violetta

- Nie powinieneś wrócić do swojej świeżo upieczonej żony ? - spytałam próbując się od niego odkleić.
- Spokojnie, przecież to weselę. Mogę tańczyć z kim chcę, nie ma ograniczenia do jednej osoby - uśmiechnął się. A ja w końcu mu się wyrwałam:
- To ja pójdę poszukać teraz mojego męża - powiedziałam, wtedy on chwycił mnie za nadgarstek przyciągając do siebie. Na szczęście nie trwała to długo ponieważ zjawił się mój wybawca który odepchnął Leona prawie go przy tym wywracając ze słowami:
- Odbijany - podarował mu sztuczny uśmiech i tanecznym krokiem oddaliliśmy się od niego. Zaczęłam się śmiać, a on razem ze mną. Wiedziałam że Diego potrafi być zazdrosny, ale nie że aż tak.
- Zazdrosny ? - spytałam z uśmiechem.
- A jak powiem że tak to dasz mi całusa ? - odpowiedział pytaniem po którym wpiłam się w jego usta.
Lekko się od siebie oddaliliśmy mając wciąż zamknięte oczy, podniosłam wzrok by w nie spojrzeć.
- Zadowolony ?
- Bardzo - opowiedział ukazując swoje białe zęby. Nagle podbiegła do nas Francesca z wiadomością że zamówiła już taksówkę i wraca. Oboje spytaliśmy się co jest powodem jej wyjścia. Okazało się że rodzice Włoszki gdzieś wychodzą i nie mogą już zajmować się Bellą. Zaproponowałam że ja mogę ją odwieźć, lecz ona odmówiła, nie chciała nam psuć zabawy, a poza tym zamówiła już dla siebie transport. Pożegnała się z nami i zaczęła szukać reszty która gdzieś kręciła się na parkiecie.

Wybiła 1:00, już dawno po oczepinach, a goście powoli się rozchodzili. Razem z Diego i resztą postanowiliśmy uczynić to samo. Nie piłam za wiele bym mogła usiąść za kółko. Wszyscy podeszliśmy na koniec do młodej pary.
- My się zbieramy - zaczęłam.
- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, wytrwałości - zaczął mówić obojętnie formułkę Hiszpan.
- Dziękujemy - odpowiedział za nich dwoje Leon. Pożegnaliśmy się z nimi i ruszyliśmy w stronę auta.
W drodze nie obyło się bez rozmowy na temat związku zawartego przez Leona i Larę. Fede jak zawsze musiał coś dowalić:
- Pewnie jest z nią tylko dla seksu - powiedział śmiejąc się, na co my również zaczęliśmy się śmiać.
Odwiozłam wszystkich do domu, po czym sama z Diego wróciłam do naszego domu.
Gdy wyszłam z samochodu udaliśmy się do drzwi, nagle on wziął mnie na ręce.
- Co ty wyprawiasz ?
- Pamiętasz jak 3 lata temu przenosiłem Cię przez próg tego mieszkania ? - uśmiechną się i nie czekając na odpowiedź wniósł mnie tak do środka.
- Idę się kąpać, więc trochę sobie poczekasz - powiedziałam całując jego policzek i udając się na schody. On chwycił mój nadgarstek by mnie zatrzymać.
- Też chciałem - odrzekł udając smutnego.
- To sobie poczekasz - zaśmiałam się.
- Wiesz co ... mam lepszy pomysł - odpowiedział.

- Jesteś okropny - zaśmiałam się chlapiąc go wodą.
- Za to mnie kochasz - powiedział wycierając twarz.
Czasem zastanawiam się czemu ja mu tak łatwo ulegam. Ale co poradzić skoro z sekundy na sekundę, z minuty na minutę, z godziny na godzinę, z dnia na dzień kocham go coraz bardziej ?
- O czym tak myślisz ? - zapytał, chyba na chwilę odpłynęłam.
- O niczym - odpowiedziałam i chciałam wyjść z wanny lecz on pociągnął mnie na siebie.
- A więc o czym ? - zapytał śmiejąc się.
- O tobie - uśmiechnęłam się odwracając w jego stronę - A teraz pozwolisz mi wyjść ? Bo inaczej zasnę tutaj - zaśmiałam się.
- A co nie wygodnie Ci ? - również się zaśmiał.
Siedzieliśmy tak jeszcze przez ok. 10 minut, aż w końcu Diego zrobił się śpiący i również postanowił wyjść. Szkoda że wcześniej się mnie nie posłuchał. Ubrał swoje spodenki od piżamy, a ja założyłam lekką koszulę nocną którą Hiszpan uwielbiał.
Po niespełna 20 minutach zasnęliśmy w naszej aksamitnej, białej posieli wtuleni w siebie.


______________________________________________

A cóż to ? Pierwszy rozdział który mi samej się podobał ? :o 
Tak, tak tu nie ma ściemy xD Chociaż ... podoba mi się tylko początek który uwaga ... pisałam po 2:00 w nocy :D Jednak to prawda że najlepiej się pisze kiedy jest wieczór :3 Szkoda tylko że nie skończyłam go wtedy pisać, to może cały by mi się podobał xD Ach te moje problemy ;-;

Tak jak chciała większość z was wracam do pisania w 1 osobie, już wcześniej miałam zamiar wrócić do tego, bo jednak tak mi lepiej, wygodniej i przyjemniej ^^

A wam jak się podobał ? *-*

8 kom. - NEXT

//Mrs.Dominguez

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział XIII ~ Kocham Cię

*Kilka dni później, lotnisko*


- Będziemy bardzo tęsknić - łza spłynęła Włoszce po policzku. Marco szybko ją starł.
- Ja również, nie wiem jak przeżyje bez dwóch najważniejszych kobiet w moim życiu - pogłaskał Belle po główce, a ona się uśmiechnęła. Violetta stała z boku i przyglądała się wszystkiemu, była wdzięczna przyjaciółce że przy niej była.
- Do zobaczenia - powiedziała i skierowała się w stronę Violi razem z Bellą - Przytrzymasz ją ? - spytała, a ona skinęła głową - Marco ! - zawołała by się odwrócił i pobiegłem w jego stronę rzucając się na niego.
Pocałował ją, a ona odwzajemniła pocałunek.
- Kocham Cię - powiedzieli oboje w tym samym momencie. Z niechęcią oddalili się od siebie i ruszyli w przeciwne strony. Dziewczynie spłynęła łza po policzku. Była już przy swojej przyjaciółce i córce którą znów wzięła na ręce.
- Nie smuć się kochana, czas szybko zleci - próbowała ją pocieszyć Violetta.
- Dziękuję że ze mną byłaś - odpowiedziała.
- Od tego są przyjaciele, prawda ? A teraz chodź trzeba się przygotować na ślub tego ... - przypomniała sobie że jest z nimi dziecko - Verdas'a - dokończyła, a następnie wszystkie ruszyły do auta Hernandez'owej.


*Dom Hernandez'ów*

Chociaż jeden dzień spokoju ~ myślała Violetta, szykując się do śluby. Mimo że był to dość ważny dzień, bo przecież śluby nie są co chwilę, miała radość z szykowania się na niego. Bez fanów, bez fotoreporterów, bez stresu. Znów mogła byś po prostu zwykłą Violettą.
- Violu wyglądasz naprawdę ślicznie, nie musisz już nic poprawiać - zawołał z dołu do żony Diego.
- Na pewno ? A może zmienię sukienkę na tą niebieską ? - podeszła do niego bliżej zadając pytanie.
Pocałował ją na znak że nic nie musi w sobie zmieniać.
- I tak już jesteś piękna, chociaż nie wiem czemu tak się stroimy na wesele tego ...
- Ciii - przerwała mu - Wiem że go nie lubisz, ja też, ale jednak kiedyś był on naszym przyjacielem, poza tym jest jeszcze Lara która pewnie o niczym nie wie - powiedziała brunetka.
- No dobrze, ale jeśli będzie tylko czegoś próbował, to będę mógł mu coś zrobić, prawda ? - uśmiechnął się szeroko Hiszpan.
- No dobrze - zaśmiała się dziewczyna. Nagle zabrzmiał dzwonek do drzwi. Oboje domyślili się że to ich przyjaciele po nich przyjechali, okazało się że mają rację gdy tylko otworzyli drzwi. Zamknęli za sobą mieszkanie na klucz i usiedli obok siebie w dużym aucie i ruszyli w stronę wyznaczonego na ślub miejsca.


Leon i Lara byli już gotowi do ceremonii, brakowało jedynie reszty gości i ... muzyków ! Okazało się że jeden z nich się rozchorował dlatego i drugi nie przyjdzie. Nie wiedzieli co zrobić, gdy nagle z samochodu wysiadł Diego z Violettą. Leon zastanawiał się czy Lara naprawdę chcę to zrobić.
Zrobiła to, podeszła do nich i poprosiła by zaśpiewali coś podczas jej drogi w stronę ołtarza. Hernandez'owie wymienili pomiędzy sobą znaczące spojrzenia, aż w końcu się zgodzili. Hiszpan wraz z żoną wszedł na małą scenę i chwycił gitarę, a Argentynka ustawiła sobie mikrofon na odpowiedniej wysokości.
Dostali sygnał by zacząć.

Teraz wiem, że ta ziemia jest niebem 
Kocham cię, kocham cię 
Że w twych ramionach już się nie boję 
Kocham cię, kocham cię 
Że już tęsknię ta twoimi oczami, 
Wierzę ci, wierzę ci 
Że też tęsknisz, że zadzwonisz. 
Wierzę ci, wierzę ci


Gdy skończyli śpiewać, przyszła Pani Verdas stanęła przy swoim narzeczonym i tak oto zaczęła się ceremonia. 
Wszystko przebiegało jak po maśle, parę łez wzruszeń, nutka humoru aż w końcu przyszedł czas na pytanie do zebranych gości ,,Czy ktoś z tu obecnych jest przeciwny zawarciu tego związku małżeńskiego ? '' Nikt się nie odezwał, kapłan chciał zacząć mówić dalej aż ktoś krzyknął:
- Ja ! - okazało się że była to Francesca.
- Fran co ty robisz ? - spytała siedząca obok niej Violetta.
- Dobrze wiesz co - odpowiedziała - Wiesz że twój ,,mąż'' wciąż kocha moją przyjaciółkę ? I chcesz być z kimś takim ?! - zawołała w jej stronę. 
- To nie prawda - bronił się Verdas - Laro musisz mi uwierzyć.
- Wierzę, a ty Fran idź stąd - rozkazała.
- Z chęcią - odpowiedziała dziewczyna i wyszła, a za nią wszyscy jej przyjaciele, przecież nie mogli pozwolić jej by wyszła sama, od zawsze trzymali się razem. 
- Czemu to zrobiłaś ? - zaczęli ją wszyscy pytać.
- A co ? Wy też jesteście przeciwko mnie ? Chciałam chociaż spróbować, przecież nie możemy tego tak zostawić - broniła się Tavelli.
- Nie jesteśmy przeciwko tobie, przecież on jest nic nie warty, a skoro sobie znalazł taką co mu we wszystko wierzy to możemy jej tylko współczuć - powiedział Maxi obejmując Camilę. 
- Ale - zaczęła dziewczyna, ale wszyscy jej przerwali, popatrzyli potem na siebie i zaczęli się śmiać nie wiedząc z jakiego powodu.
- Ale na wesele by się najeść pójdziemy co nie ? - zapytał Federico który trzymał za rękę Ludmiłę.
- A ten tylko o tym - powiedziała Violetta, po czym wszyscy znów zaczęli się śmiać. W końcu ktoś spytał czy ktokolwiek wie gdzie miało się odbyć wesele, niestety nikt z nich nie pamiętał, więc poczekali aż ceremonia zaślubin się skończy i pojadą za resztą gości na miejsce.


______________________________________

Taki średni rozdział dla moich czytelników <3
Tak mogłam go wczoraj dodać, ale nie chciałam byście tak szybko go mieli w czasie gdy ja nie mam kolejnego napisanego (chociaż teraz tez nie mam xD)

A teraz tak szczerze, walcie prosto z mostu: lepiej pisać w 3 os. czy w 1 ? Bo mam problem jak lepiej ;-;

Mam nadzieję że chociaż trochę wam się rozdział spodobał :)

7 kom - NEXT

/Mrs.Dominguez

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział XII ~ Wiadomość

~ Rozdział dedykuję wszystkim czytelnikom, bez was by mnie tu nie było :* ~ 

*Parę dni później*

Violetta wróciła do pełni zdrowia, a jej mąż tak jak obiecał lekarzowi pilnuję ją by systematycznie przyjmowała insulinę. A co z Leonem ? Niedawno dostali oboje zaproszenie od niego i Lary na ceremonię zaślubin. Na początku długo zastanawiali się nad przyjściem na ową imprezę, ale w końcu zadzwonili do nich dwa dni później i potwierdzili swoją obecność. A co z płytą Violetty ? Już od paru dni góruje na listach przebojów z czego ona jak i jej przyjaciele bardzo się cieszą. Pani Hernandez niestety przez swoje problemy zdrowotne nie mogła dać wywiadów dotyczących jej debiutanckiej płyty oraz koncertu który by ją promował. Na szczęście wszystko została przełożone, akurat na parę dni po ślubie.

Był dziś piękny słoneczny dzień, Diego zaprosił wszystkich najbliższych przyjaciół do ich domu by uczcić powrót Violi do zdrowia jak i ważny moment w jej karierze którym była wczorajsza wiadomość o której ona sama opowie im dziś na grillu.


*Dom Hernendez'ów*

Gdy wszyscy się zebrali w domu Hernandez'ów mężczyźni od razu udali się do ogrodu by rozpalić grill, a dziewczyny zaczęły przenosić jedzenie, picie i smakołyki z kuchni do ogródka. Nie obyło się bez śmiechu, przyjacielskich sprzeczek i rozlanych napojów. Kiedy wszystko było gotowe, dziewczyny poszły się ogarnąć do łazienki, a chłopcy ogarnęli nagłośnienie. Federico jako pierwszy zwrócił uwagę na leżącą obok stereo płytę swojej kuzynki. Zaczął czytać na głos.


1. Hoy somos mas
2. En mi mundo
3. Te creo
4. Veo veo
5. Tienes el talento
6. Habla si puedes
7. Como quieres
8. Mi mejor momento
9. Libre soy
10. Nuestro camino (duet)


- Kurczę teraz można zauważyć, że nie wyszła tu jak ona, jakoś tak ładnie - zaśmiał się Castillo i nagle dostał poduszką w głowę - Ała, kto to ? - spojrzał w górę i okazało się że była to Violetta która własnie razem z przyjaciółkami wyszła z łazienki.
- Dzięki Fede, jak zawsze jesteśmy bardzo miły - mówiła schodząc na dół.
- Wiem - zaśmiał się - Wiesz że Cię kocham kuzyneczko - powiedział przytulając ją.
- Tak wiem - odpowiedziała.
- Dobra koniec gadania, chodźcie bo mięso się spali - zawołał Maxi, po czym wszyscy wyszli do ogródka by skosztować pieczonego mięsa robionego przez Ponte.
Jedli, śmiali się, tańczyli i śpiewali. Każdy był w bardzo dobrym nastroju. W końcu Camila zapytała co to za wiadomość którą wczoraj otrzymała Violetta. Okazało się że jej albumowa piosenka Hoy somos mas jest na pierwszym miejscu w top 5 w trzech stacjach radiowych jak i dwóch kanałach telewizyjnych, dlatego też ona jak i jej producenci postanowili nagrać teledysk w którym mogą wystąpić jej przyjaciele. Federico i Maxi podnieśli Violę do góry i zaczęli nią podrzucaj, a reszta klaskała i bardzo się cieszyła. Wszyscy zgodzili się na udział w teledysku i już nie mogli się doczekać pracy nad nim.

Dzień powoli się kończył, słońce zachodziło, a jutro trzeba było wstać do pracy. Jakby tu zakończyć ten dzień ? ~ myśleli wszyscy.
- To może nasze gołąbeczki zaśpiewają swój duet z płyty ? - zaproponowała Ludmiła - Kto jest za ? - spytała, a na to wszyscy podnieśli rękę. Diego wstał od stołu i wyciągnął rękę w stronę swojej żony. Chwyciła ją, usiedli na małym podwyższeniu, Hiszpan wziął gitarę i zaczęli śpiewać.


Chcę patrzeć na ciebie 
Chcę śnić o tobie 
Przeżyć z tobą każdą chwilę 
Chcę cię przytulić 
Chcę cię pocałować 
Chcę cię mieć blisko mnie. 
Przecież miłość jest tym co czuję. 
Jesteś wszystkim dla mnie.



Tak oto zakończył się cudowny, piękny i pełen emocji dzień.


__________________________________

Wo,wo,wo czyżby wena powróciła ? 
Hmmm bardzo możliwe, więc lepiej módlcie się by mi nie przeszło xD
Pewnie niektórzy z was zauważyli pewną zmianę i teraz myślą, ,,ej a gdzie jest napisane jaką osobą jest ? '' ,,wtf jak ona to napisała ?'' Uwaga teraz odpowiem na nurtujące was pytania: od teraz będę pisać w trzeciej osobie ,,wow serio ? nie domyśliłam/łem się :o '' To teraz sobie powiedzieliście ? Pewnie tak xD
Ale dla tych co tak nie myśleli to już wiedzą o co chodzi ;)

To tak: wena wróciła, rozdział napisany, będę pisać w trzeciej osobie pozostało mi jeszcze jedna rzecz do napisania ... jestem głupia xD Czemu ? Czas na historię życia:
Pisze sobie rozdział, wszystko ładnie pięknie, a tu nagle sobie myślę ... ale mogłabym coś wcisnąć wcześniej ... i tak oto powstał rozdział XIII a nie XII który teraz czytaliście xD Ciekawa kolejność, prawda ? xD
Ale i tak mnie kochacie ... prawda ? ;-;

To na dobry początek, od mojego powrotu:

5 kom - NEXT

//Mrs.Dominguez

niedziela, 15 czerwca 2014

Wróciłam + zmiany

Pierwsza i najważniejsza rzecz ... WRÓCIŁAM <3

Ktoś tu się cieszę ? No ja mam nadzieję xD
Koniec smutku, koniec użalania się nad sobą, oto powróciła stara/nowa Aleksandra Dominguez :D
Rok szkolny dobiega końca, a ja zanudzam się w domu na śmierć, więc czemu nie spróbować zrobić czegoś pożytecznego i miłego dla niektórych z was ? :3
Tylko módlcie się by mi tak zostało xD

Coś się zmieniło ... zauważyliście co ? Nie ? A to ja będę miła i wam powiem xD
A więc prolog, rozdział I i II nowego opowiadania które tu zaczęłam został usunięty. Pewnie myślicie co to zmienia uwaga .... powraca tamta historia ! <3 Tak wiem, pewnie to nic fascynującego i pewnie nikt z was się nie cieszy ale dla mnie ma to ogromną wartość ponieważ to moje pierwsze opowiadanie ... matko ale ja jestem sentymentalna xD ;-; A wiec będzie mi miło jak podzielicie ze mną ten entuzjazm coś w stylu ,, Jej powróciła tamta historia ! '' ,,Ale się cieszę, tamta była najlepsza ! ''' Czy coś w tym stylu xD
Ale ja się zrobiłam zabawna i pewna siebie, co nie ? xD Ale chyba to lepiej, prawda ? ;-;

Dobra wszystko wytłumaczyłam, wy pewnie skaczecie z radości że wróciłam, to co ja jeszcze mogę napisać ? Wyczekujcie rozdziału XII drugiego sezonu mojego pierwszego opowiadania o Dielettcie ! <3



// Mrs.Dominguez

piątek, 30 maja 2014

Zawieszam ...

Co tu dużo pisać ? Tak jak chcieliście nie odchodzę lecz postanowiłam zawiesić bloga

Na ile ? 
To się zobaczy, może tydzień ? może miesiąc ? może 2 ? może na zawsze ?

Pocieszenie dla niektórych - jak będzie wam się nudzić to możecie sobie poczytać to co tu jest do tej pory ;)

Nowy blog z OS zostaję bo prowadzę go z moją kochaną Leną, a mój drugi ? Hmmm to się jeszcze zobaczy jutro.

Jakby co, wiecie jak się ze mną kontaktować :)

Do zobaczenia kochani, kocham was bardzo.



//Mrs.Dominguez

sobota, 24 maja 2014

Wróciłam !

Kochani wróciłam do was wypoczęta i pełna humor

Ale to nie wszystko wróciłam do was z nowym blogiem !

http://uzupelniasz-moj-swiat.blogspot.com/

Założyłam go razem z Leną z którą ostatnio napisałam dla was OS :3

Po wszystkich miłych i cudownych komentarzach pod nim postanowiłam założyć z nią bloga również z One Shot'ami :3

I tak oto jest <3

Pojawił się już na nim post powitalny i nasz pierwszy wspólny OS ,,Bądź moim światłem''


Zapraszam na niego was wszystkich <3

A rozdział tutaj pojawi się może jutro :*


//Mrs.Dominguez

niedziela, 18 maja 2014

One Shot " Bądź moim światłem ".

Przychodzi w życiu taki moment, kiedy serce odmawia nam posłuszeństwa, a my nie mamy na to wpływu. Wpada w trans, zakochuje się... rani... Raz kochasz, raz rzucasz. Tylko co wtedy, jeżeli serce zakocha się naprawdę.? Czy wtedy wszystko idzie inaczej.?

***


On i ona. Ona i on. Dziewczyna i chłopak. Chłopak i dziewczyna. Violetta i Diego. Diego i Violetta. Argentynka i Hiszpan. Hiszpan i Argentynka. Castillo i Hernandez. Hernandez i Castillo. Nie przypadkowo takim sposobem wymienia się tą dwójkę. Jest to dość logiczne, gdyż ich dusze są po prostu jednością, a serca, biją w jednym rytmie. Tegoroczni absolwenci szkoły muzycznej On Beat, zapaleni piosenkarze z jedną pasją - muzyką. On wolał grę na gitarze, ale i również wokal. Ona przejęła po już zmarłej piosenkarce niesamowity głos - więc o niego dbała najbardziej. Normalny, codzienny poranek, który zakochani spędzali na łące. Ich łące.

Całowała usta Hiszpana coraz namiętniej, a on jeździł koniuszkami palców po jej gładkiej skórze. Pożądanie sięgnęło zenitu, któremu chłopak nie mógł się oprzeć. Chwycił ukochaną za udo, tak, że cała jej noga tworzyła kąt 90 stopni. Wpajał się w jej każdą komórką ciała, ale nic nie trwa wiecznie. Tym razem piękną bajkę przerwał sygnał telefonu, wskazujący, że zaraz rozpoczyna się rozdanie świadectw. Chłopak mimowolnie przestał, odrywając zgrzane usta od dziewczyny. 
- Musimy tak iść.? - szepnęła.
- Musimy, choć. A potem zapraszam cię na naszą pierwszą randkę. Nie przyjmuje odmowy. - uśmiechnął się i chwycił jej dłoń, pomagając jej przy okazji wstać.
Ostatni raz pocałowała go w policzek, a Diego szepnął:
- Nigdy nie pozwolę ci odejść. 
Wziął ją za rękę i odeszli w głąb lasu, by zaraz wyjść na jezdnie, gdzie stało auto Hiszpana.

***

Kilka miesięcy później...
***

- Nie możesz odejść.! - krzyknął.

- Nie mogę.? Kim ty jesteś, żeby dyktować mi warunki.?! - rozzłościła się Argentynka.
- Twoim chłopakiem do cholery.! I nie pozwolę ci wyjechać.! 
- Raczej byłym. Jakoś nie interesowało cię to jak się z nią całowałeś. - odkrzyknęła.
- To ona się do mnie przykleiła. Violetta, ja cię kocham.! - złapał jej rękę.
- To nie ma już nic do znaczenia. - wyjaśniła.
- I co chcesz zrobić.? Wyjedziesz, okej, ale co dalej.? - zapytał.
- Będę śpiewać. - szepnęła, patrząc mu w oczy.
- Czy ty jesteś niepoważna.?! - krzyknął znowu.
- Mówię bardzo poważnie. - powiedziała Violetta.
- Chcesz skończyć jak twoja matka.?! - wykrzyknął.
Nastolatka spojrzała na niego, przestając na chwilę pakować walizkę. Pokręciła lekko głową, a z jej oka popłynęła łza.
- Nie wierzę, że to powiedziałeś. - spuściła głowę.
- Vilu, przepraszam. Nie to miałem na myśli. - mówił Hiszpan, bliski płaczu.
- Żegnaj, Diego. - pocałowała go w policzek i odeszła z walizką, w stronę drzwi.
Pobiegł za nią, ale nie zdążył jej zatrzymać. Ona już wsiadła do taksówki, która w tym momencie odjechała. Był bezsilny na to, co się wydarzyło. Siadł na schodach, a po jego oczach spływały łzy. Pozwolił jej odejść. Pozwolił odejść swojej duszy. Zabrała ją i jego serce...
Oparła głowę o szybę, a po jej policzkach spływały łzy. Jej wargi drgały, z bólu odchylała głowę. Nie mogła uwierzyć w to zrobił, co powiedział... już w nic nie mogła wierzyć. Wyjeżdża, a przecież dzisiaj miała mu to powiedzieć. A co, gdyby zrobiła to wcześniej... nie byłoby tego pocałunku, kłótni, wyjazdu... Kręciła głową, wyciągając z kieszeni swojej torebki IPhone. Odblokowała palcem ekran i weszła na kontakty, wybierając numer León'a. León Verdas - Meksykanin,jej były chłopak i spadkobierca majątku Verdasów, zawodnik motocrossowy, tymczasowo bez dziewczyny. Właśnie teraz, to on mógł jej pomóc. Wcisnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła telefon do ucha.:
V: León.?
L: Vilu, czy ty płaczesz.?
V: Nie zmieniaj tematu, proszę. To w tej chwili nie ważne. Chcę cię prosić o pomoc.
L: A konkretnie o co.?
V: Wiem, że masz kilka domów na terenie Ameryki Południowej. Czy mógłbyś mi wypożyczyć jeden.? Pieniądze bym ci potem oddała.
L: Vilu, nie ma problemu, ale ja żadnych pieniędzy od ciebie nie potrzebuję. Coś ci jeszcze potrzeba.?
V: Środku transportu, żeby tam dojechać.
L: Mogę poprosić kolegę, żeby zawiózł cię helikopterem. Najbliższy dom mam w Brazylii.
V: Może być. Za około 30 minut będę u ciebie to ustalimy resztę formalności.
L: Violu, powiesz mi co się stało.?
V:  A co mam ci mówić. Jestem idiotką, która nie powiedziała swojemu byłemu prawdy, wszystko się zepsuło, a ja nie próbuje nawet tego naprawić.... muszę odpocząć, zapomnieć i zacząć wszystko od nowa.
L: To czekam na ciebie. Buziaki, pa.
V: Pa.
Rozłączyła się, a telefon włożyła z powrotem na swoje miejsce. Westchnęła, a kolejna łza spłynęła po jej policzku.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo chcę zawrócić. - szepnęła cichutko w stronę szyby.
Uważała, że tak będzie lepiej. No cóż, miłość przecież czyni wielkie rzeczy. Tak wielkie, że potrafi tak bardzo  zadziwić.

***


- Panno Castillo, zaraz pani wchodzi na scenę. - powiedział jeden z dyrektorów.

- Już jestem prawie gotowa. - odpowiedziała.
Za chwilę miała mieć najważniejszy występ w swoim życiu. Miał dać przedsmak jej kariery solowej. Podeszła jeszcze do lustra,  chwytając zdjęcie wsadzone w ramę. Był tam on, jej Diego, którego tak bardzo kochała. Pocałowała zdjęcie i wsadziła je z powrotem na miejsce.
- Kocham Cię. - szepnęła, odchodząc. 
" Przed Wami ona, jedyna w swoim rodzaju, powalająca głosem - Violetta Castillo.! " rozległa się zapowiedź dziewczyny. Weszła po drabinie na diament, dając znak gotowości. Rozległa się muzyka, kurtyna rozsunęła się, a ona zaczęła śpiewać, jak nigdy dotąd. Czuła jego obecność, jakby właśnie trzymał ją za rękę.


[...]
Como quieres que te quiera 
si te quiera y tu 
No quieres que te quiera 
como yo quiero quererte 
[...]


 Dostała od publiczności owację na stojąco, a bukiety kwiatów ciągle leciały jej pod nogi. Ukłoniła się i z szerokim uśmiechem pomachała publiczności.. Kurtyna opadła, a jej puściły emocje. Znów płakała, ale tym razem ze szczęścia, które czuła każdą swoją komórką ciała.


***


Kolejny obchód pacjentów właśnie został ukończony. Przed nim tylko nocny dyżur. Wrócił do swojego gabinetu, gabinetu ordynatora oddziału. Dużo się wydarzyło od tamtej pory. Diego został lekarzem, niedawno ordynatorem. Swoje powołanie znalazł w pomaganiu i leczeniu ludzi, muzyka już nie jest tak ważna dla niego jak kiedyś. Zamknął za sobą drzwi i usiadł na skórzany fotel obok biurka. Spojrzał na jej zdjęcie. Tak, nie zapomniał o niej, kocha ją do tej pory tak samo mocno. 
- Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym, żebyś tu była. - szepnął.
Nagle na korytarzu szpitalnym zrobiło się głośno. Hiszpan od razu wybiegł z gabinetu, zobaczyć, co jest źródłem całego zamieszania. Na horyzoncie ujrzał pędzących ratowników, ciągnących łoże z jakąś dziewczyną. Zawieźli ją od razu na salę chirurgiczną, a jeden ratownik stanął przy Diego.
- Zemdlała i spadła z wysokości jakiś 4-5 metrów. Właśnie skończyła występ. Badaliśmy ją, jest w 4 miesiącu ciąży. Musimy się pośpieszyć, inaczej może się to źle skończyć. Tu masz jej papiery, chirurdzy już na nią czekają. 
Podał mu potrzebne dokumenty i pobiegł do sali. Diego miał sprawować opiekę nad dziewczyną, być jej lekarzem prowadzącym. Wrócił z powrotem do swojego gabinetu, usiadł na skórzanym fotelu i zaczął czytać papiery. ......... Nie mógł uwierzyć w to. Przecież.... Jego Violetta, jego Viola właśnie pojechała na salę chirurgiczną... Podszedł do okna i zaczął gorączkowo myśleć. 4 miesiąc ciąży, 4 miesiące w tył. Przecież, to dzień rozdania świadectw, pierwsza randka i... ich pierwszy raz. Ale zabezpieczali się, uważali. On będzie ojcem.... Jego kąciki ust powędrowali w górę, to znów opadły na myśl, że przecież Viola może umrzeć.
- Nie.... - szepnął.
Pobiegł do sali chirurgicznej, musiał być teraz przy niej musiał. Pędził po korytarzu jak oszalały, aż w końcu znalazł się przed drzwiami, gdzie prawdopodobnie odbywa się walka o życie jego ukochanej. Chciał wejść, gdy właśnie wyszedł z nich lekarz - chirurg, dobry znajomy Hiszpana.
- Co z nią.? - zapytał, przejęty każdym słowem.
- Uratowaliśmy ją i dziecko. Na szczęście nic nie zostało uszkodzone, krwotoku też nie ma. Nie musieliśmy jej nawet usypiać, wystarczyło ją wybudzić. Ale reszta należy do ciebie. Pacjentka jest w sali 33, zawieźliśmy ją tamtym wejściem. - wyjaśnił.
- Dziękuję. - powiedział Diego i udal się czym do ukochanej.
Tak bardzo się cieszył na myśl, że nic im nie jest. Tylko co, jeżeli ona go odrzuci. Nie może, przecież jest ojcem jej dziecka, ale to żadne wyjaśnienie. Teraz czuł jedynie lęk. Znalazł się w końcu przed salą numer 33. Zobaczył ją, zobaczył swoją Violę. Chyba spała, tak przynajmniej on wywnioskował z jej wyrazu twarzy. Wszedł do sali i usiadł na łóżku, przy ukochanej.
- Przepraszam, powinnam ci powiedzieć. - szepnęła, a z jej oka spłynęła łza.
- Violetta, to... to... to nie ważne. Teraz liczysz się ty i dziecko. Nic więcej. Violetta, ja cię kocham i nigdy o tobie nie zapomniałem. Cały czas czekałem, aż wrócisz, nie traciłem nadziei.- wyjaśnił.
Argentynka chwyciła go za rękę, pokazując w ten sposób, że ona czuje to samo. Pocałował ją, tak, jak całował ją kiedyś. Kochał ją, w końcu mógł być z nią szczęśliwy...

***
Kilka miesięcy później....
***

- Violetta, zaraz ci przyniosę śniadanie. Nie możesz się tak przemęczać. - powiedział do ukochanej, która właśnie spacerowała sobie po kuchni.
- Nie mogę bezczynnie siedzieć. Daj, to chociaż nakryję do stołu. - Vilu wzięła talerze i skierowała się w stronę stołu.
Szło jej dobrze, ale coś poszło nie tak. Argentynka straciła równowagę i upadła na podłogę, wydając głośny krzyk bólu. Chłopak przestraszył się i wyciągnął telefon, wzywając karetkę. Jego dziewczyna prawdopodobnie umierała, a on nie mógł nic zrobić. Nagle do kuchni wszedł León.
- A ty tu czego szukasz.?! - warknął Diego.
- Czemu ona leży.....? - zapytał z przerażeniem Meksykanin.
- Ona umiera cymbale.! - krzyknął Hiszpan, słysząc pod domek sygnał pogotowia.

***

- Bierzemy ją na salę.! - krzyczał chirurg, kierując ratownikami.
Wbiegli na salę, a on miał już zamykać drzwi.
- Zrobię co tylko mogę. - szepnął do Diego, zostawiając go przed wejściem.
Odetchnął i usiadł na krześle.
- Ona nie może umrzeć. Nie tak. - wyszeptał, chowając twarz w dłoniach.
León zrobił to samo.

***

- Ale mi napędziłaś strachu. - powiedział do Violetty.
- Już więcej nie będę nosiła talerzy. - uśmiechnęła się.
Operacja się udała, obydwoje są zdrowi i bezpieczni, na szczęście.
Nagle do sali wszedł chirurg, ten sam, z którym Diego rozmawiał przed operacją.
- Dobrze, że jesteście tu oboje. Nie mam tym razem dobrych wiadomości. - mówił, ciężko oddychając.
- Panie doktorze, proszę powiedzieć o co chodzi. - poprosiła Violetta, łapiąc silniej rękę Hiszpana.
- Zrobiliśmy resztę badań, by mieć pewność. Jeżeli pani zdecyduje się urodzić dziecko, nie przeżyje pani porodu. Jedynym wyjściem, by pani przeżyła, jest aborcja. - wycedził chirurg.
Violetta zaczęła płakać, nie mogła pogodzić się z diagnozą, nie mogła. Miała wybierać między swoją śmiercią, a śmiercią dziecka.
- Możesz nas zostawić.? - zapytał Diego, a lekarz natychmiast wyszedł.
- Urodzę to dziecko. - spojrzała na Hiszpana.
- Nie możesz mi tego zrobić, nie możesz umrzeć. - zdenerwował się.
- To dziecko, będzie częścią mnie... - tłumaczyła, ale on jej nie słuchał.
- Violetta, ja nie chcę cię znowu stracić.! - krzyknął, a z jego oczu wypłynęły łzy.

***
Kilka godzin później...
***

Nie mógł uwierzyć, że ma stracić swoją ukochaną. Wiedział jedynie, że musi coś zrobić … wziął leżący na stole telefon i wybrał numer do bliskiego przyjaciela.Gdy wszystko z nim ustalił, przebrał się w piękny, czarny garnitur i od razu udał się do srebrnego auta, po czym ruszył w stronę szpitala. Ona czuła się coraz gorzej, czuła że braknie jej sił, wiedziała ze ma dla kogo żyć, ale to zaczynało robić się silniejsze od niej jedyne czego teraz chciała to ujrzeć swoją drugą połówkę … nie musiała na to długo czekać, Diego wparował do jej sali razem z mężczyzną którego nie znała, obaj byli ubrani w garnitury. Nie wiedziała co się dzieję, od razu spytała Hiszpana co jest grane.
- Czy chcesz za mnie wyjść ? – zapytał klękając przed jej łóżkiem. Łza spłynęła jej po policzku, a chłopak usłyszał twierdzącą odpowiedź po której pocałował Violette w policzek.
Zaczęła się ceremonia, na której zagościli lekarze i pielęgniarki czuwający nad Argentynką, w Sali pojawił się również Leon, Diego nie był z tego ucieszony, ale skoro jego najdroższa nie miała z tym problemu to on również.
- Ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować pannę młodą – w końcu padły tak długo wyczekiwane słowa. Nie zastanawiając się mężczyzna od razu złożył na ustach dziewczyny namiętny pocałunek, kiedy oderwał się od jej soczystych ust szepnął jej do ucha
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie …
Niestety nie dała rady dokończyć, coś się stało, sprzęt zaczął wariować, tętno się podwyższyło, a on trzymając rękę na jej okrągłym brzuchu poczuł mocne kopanie dziecka. Momentalnie odsunął się od jej łoża i pozwolił lekarzom do niej dojść. Doktor wydał polecenie by zabrać ją na salę operacyjną, zaczął się denerwować, ledwo powstrzymywał się od płaczu czego nie zrobił patrzący na całe zdarzenie Verdas. Pielęgniarki odblokowały łóżko na kółkach i ruszyły w stronę Sali, on razem z przyjacielem jego żony podążył za nimi. Szedł obok łóżka i złapał ją za rękę
- Nie możesz odejść – szepnął, a potem zniknęła w głębi Sali.

**********

Siedzieli tak oboje nie patrząc na siebie i czekają na lekarza. Mijały sekundy, minuty aż w końcu godziny, a nadal nikt nie wyłonił się z Sali operacyjnej na której leżała piękna brunetka, ich ukochana … W końcu drzwi spokojnie się otworzyły, a zza nich wyłonił się mężczyzna w długim niebieskim fartuchu. Diego i Leon natychmiast wstali z krzeseł i osaczyli doktora.
- I co z nią ? – odezwał się jako pierwszy Meksykanin. Nie usłyszeli od lekarza nic poza ciszą.
Temu od razu łzy zaczęły spływać po policzkach, a Hiszpan odszedł trochę dalej i załamany schował twarz w dłonie.
- Przykro mi – usłyszeli po chwili od lekarza prowadzącego który znów chciał wejść na salę. Zatrzymał się w drzwiach
- Który z panów to ojciec dziecka ? – Hiszpan od razu podszedł bliżej i oznajmił że to on. Doktor zaprosił go do środka. Obaj stanęli przed inkubatorem.
- To pana córka – oznajmił mężczyzna po czym poklepał Diego po plecach i odszedł. Hernandez patrzył na dziecko z góry. Dziecko płakało, mimo to widział ją … jej uśmiech, jej rysy twarzy. Za bardzo mu ją przypominała, nie chciał jej, tego dziecka bo za każdym razem widział by ją, a ona już nie jest na tym świecie … Wybiegł z Sali, chciał wyjść ze szpitala … odejść jak najdalej od tego dziecka, niestety przed tym powstrzymał go Leon chwytając go za ramię. Chłopak miał oczy zaczerwienione od łez.
- To twoja wina.
- Odwal się – odpowiedział, próbując się wyrwać.
- To twoje dziecko, to przez Ciebie ona …
-Jeśli chcesz możesz sobie wziąć to dziecko – przerwał mu, po czym wyrwał się z jego uścisku i wybiegł z budynku. Wsiadł za kierownice swojego auta i ruszył … jechał bardzo szybko, nie zwracając uwagi na inne pojazdy, chciał się tam jak najszybciej znaleźć, łzy zaczęły spływać po jego policzkach, nie chciał tego … nie tutaj, nie w tym miejscu,nie teraz …
W końcu dojechał, wyskoczył z auta i pobiegł, znał tą drogę na pamięć mimo to że nie było go tu od tak dawna. Po chwili był już na miejscu, przed nim pojawiła się piękna, kwiecista łąka, a słońce w tym miejscu wyglądało wyjątkowo pięknie, to było tutaj … to było ich miejsce … stąd pojechali na rozdanie świadectw … to właśnie tu wydarzyły się ich najpiękniejsze chwile … zaczął iść w głąb łąki, aż doszedł dokładnie w miejsce gdzie zawsze kładli koc i wspólnie na nim siadali. Tak jak kiedyś usiadł tam i zaczął płakać, siedział tam sam … bez niej, bez jego ukochanej, bez jego połówki, czuł że brakuje mu czegoś … brakuje mu siebie …. Bo to ona była częścią jego, a teraz stracił ją na dobre, przez to dziecko … nie mógł myśleć o tym jak o kimś, jak o żywej istocie, teraz była to rzecz która uśmierciła jego skarb, jego słońce, jego duszę … Wtedy coś poczuł, poczuł jak coś, a Mozę ktoś go obejmuje, wiatr zawiał mocniej mierzwiąc jego włosy, sięgnął do tylnej kieszeni jego spodni, znajdowało się tam jej zdjęcie. Przyglądał się mu z miłością, czuł jej obecność.
- Dbaj o nią – usłyszał czyjś głos.
- Kto tu jest ? – rzucił przed siebie, jeszcze nie wiedział że nikogo z nim na łące nie ma.
- Dbaj o moje marzenie – usłyszał po raz kolejny ten sam piękny głos, zaczął wołać, krzyczeć, ale już nikt mu nie odpowiedział. Wtedy wróciły do niego wspomnienia ….
- Zawsze marzyła o dziecku … - powiedział sam do siebie.
Cofnął się myślami w czasie, do chwili gdy ujrzał małą istotę w inkubatorze … a potem do momentu końca rozmowy z Leonem … nie mógł uwierzyć że to powiedział.
- Dziękuję – powiedział w pustąprzestrzeń, a po chwili był już w samochodzie w drodze do szpitala.
Leon patrzył na dziewczynkę, mimo że była taka malutka przypominała mu dziewczynę z którą kiedyś był i którą i tak wciąż kochał pomimo rozstania, myślał nad słowami Hiszpana, jego rozmyślenia rozproszył dźwięk otwieranych drzwi. To był Diego, ten który uciekł ze szpitala i zostawił jego własną córkę. Mężczyzna podszedł i wziął małą na ręce:
- Nikomu jej nie oddam – powiedział w stronę Meksykanina i ucałował czułko dziewczynki.

**********
Kilka lat później....
**********

- Tini które dzisiaj wybierasz ? – spytał swoją sześcioletnią córkę Diego.
- Dziś fiołki tato – odpowiedziała, wskazując na doniczkę kwiatów.
- Dzień dobry, poproszę te fiołki i jedną czerwoną różę – poprosił sprzedawczynię, ta od razu dała mu poproszone rzeczy i jak zwykle zniżyła mu cenę. Gdy mieli już kwiaty i jeden wcześniej kupiony znicz. Mężczyzna złapał małą dłoń dziewczynki i udali się w głąb cmentarza. Gdy dotarli na miejsce Martina postawiła doniczkę z kwiatami przy nagrobku, a jej tata zapalił znicz i postawił przed kwiatami wciąż trzymając różę w ręku. Razem z córką usiadł na ławeczce przed grobem żony
- Mamo w piątek w przedszkolu miałam przedstawienie na którym pierwszy raz śpiewałam – zaczęła opowiadać jakby do żyjącej Violetty – Tatuś był ze mnie dumny, bo wcześniej bardzo się bałam występować, prawda tato ?
- Prawda kochanie – odpowiedział.
- I jak skończyłam śpiewać to wszyscy zaczęli mi bić brawa, a po przedstawieniu Panie były też ze mnie dumne i powiedział że jeszcze na pewno będę miała szansę samej śpiewać .
Kiedy dziewczynka skończyła opowiadać drugą historię z jej młodego życia, przeszedł czas by wrócić do domu. Jak zawsze Diego poprosił by szła przodem, a córka grzecznie robiła to o co ją poprosił. Kiedy ona szła w stronę wyjścia ten wstał z ławki, przeżegnał się i powiedział w stronę nagrobku z napisem ,,Violetta Hernandez’’
- Nie ma cię już tyle lat, a ja ciągle myślę, że jeszcze do mnie przyjdziesz … tak bardzo Cię kocham – po czym położył czerwoną różę na płycie nagrobnej i pobiegł w stronę córki. 

***

Diego przychodził z Tini do grobu codziennie. Nikt z nich nie zauważył chyba, że obok grobu Violetty rosło drzewo wiśni. Nie ma w sumie w tym nic dziwnego, ale wiśnia nie miała owoców. Cały rok miała kwiatki, kwitła. Diego nie ożenił się ponownie, był wierny tylko swojej żonie. Wydał za mąż córkę, doczekał się wnuków, a starość spędził otoczony ciepłem rodzinnym. Gdy zmarł, pochowano go obok Violi. W dzień jego śmierci drzewo wiśni wydało owoce. Były słodkie i nigdy nie zscheły się. Byli już razem, na zawsze. Już nic nie mogło ich rozłączyć...



_______________________________________________

Oto mój pierwszy One Shot pisany z kimś, muszę przyznać że bardzo miło mi się go pisało razem z Leną :3
Dzięki niej wena mi trochę odżyła :D
Mam nadzieję ze również i wam spodoba się OS :*

Kursywa - Lena
Normalnie - Ja

Pewnie zauważyliście że kursywy jest więcej, ale sami wiecie jak teraz jest u mnie z weną, ważne że chociaż tyle napisałam :3

Czekamy na komentarze od was <3